Ohayo! :D
Na początek grzecznie się przywitam.
Mam na imię Natalia, lecz moją powszechną ksywką jest Neko,Nekome, Koneko, bądź też KuroKoneko.
Tak, tak..Wiem. Za dużo tego. Nic nie poradzę na to, że wszystkie nicki na forach są zajęte :c
No ale wracając do przywitania...
Interesuję się fotografią, Mangą & Anime oraz muzyką. Od wielu tygodni przygotowywałam się na założenie bloga, aż wreszcie nastała ta cudowna chwila! *_*
Myślę, że tyle starczy... Prawda? Prawda! No właśnie. Zatem wklejam prolog do opowieści, a Was zapraszam do czytania!
***
Ostatni Dzień Życia
W oddali widzę, jak coś się porusza. Skradam się powoli, bez najmniejszego szelestu, chowam się za krzakiem. Przykucam powoli, ponieważ z uwagi na mój wzrost nadal jestem widoczna. Pochylam lekko głowę, a moje długie, potargane włosy wpadają mi do oczu. Dlaczego należę do rasy ludzkiej? Przecież jestem całkiem inna niż oni, a przez tą „przypadłość” czuję się jak omega w stadzie. Dalej podążam za stworzeniem, które najwidoczniej niczego nie podejrzewa. W końcu, po długiej wędrówce docieramy do niewielkiej polany, gdzie ku mojemu zdziwieniu i uciesze, widzę więcej przedstawicieli tego gatunku. Całe stado zajada ze smakiem soczystą trawę, najwidoczniej mnie nie zauważając. Nagle coś słyszę. Jakby ktoś nadepnął na suchą gałązkę. Oglądam się za siebie, jednak nic nie zauważam . Ciągle siedzę w kucki, biorąc głęboki wdech. Ktoś mnie śledził. Nie wiem, od jakiego czasu, jednak na pewno nie jestem tu sama. Robię niewielki krok, po czym jednym susem pokonuję odległość kilku metrów, tym samym wbijając zęby w gardło młodej sarny, za którą podążałam od przeszło dwóch godzin. Inne spłoszone moim atakiem rozpierzchły się we wszystkie strony, lecz większość z nich została zaatakowana przez watahę wilków, która wyskoczyła z gęstwin. Nie przejmowałam się nimi, ponieważ już martwa sarna stała się moim obiadem. Wyję przeraźliwie, wyrywając część mięsa. Reszta mojego stada również zajada ze smakiem upolowaną przez siebie zwierzynę. Tak więc doprowadziłam ich do kryjówki najsłynniejszych cztero kopytnych stworzeń w naszym lesie. Jestem z siebie dumna, jak mało kto. Gdy już skończyliśmy jeść, podchodzę już na dwóch nogach do mojego przybranego ojca, a zarazem Alfy. Jest to duży, czarny wilk o żółtych, błyszczących ślepiach.
- Witaj ojcze. – Mówię w naszym języku, kłaniając się lekko.
- Witaj. – Odpowiada niskim tonem, wbijając swoje ostre spojrzenie w moje oczy.
- Ale ja… ja tylko chciałam… - Spuszczam wzrok, od razu rozumiejąc swój błąd. Miałam zamiar zapolować sama, nie zawiadomiłam reszty, ani tym bardziej przywódcy.
- Madelein… Wiesz dobrze, że złamałaś zasadę. Nie miałaś prawa oddalać się od stada.
- A ty Ojcze… - Przełykam ślinę, bo wiem, że za złamanie zasady w naszej sforze jest niewybaczalne. Czuję, jak moją skórę pokrywa gęsia skórka, a ręce mi drżą. Jestem na samej krawędzi, dzielącej mnie od śmierci, lub życia. - … Dobrze wiesz, że… Tato, ja się tu duszę. Nie pasuję tu. Jestem dziewczyną, o ile się nie mylę. Powinnam być między ludźmi. Już jako dziecko zauważyłam, że…Nie wyglądam tak jak reszta. Wybacz mi.
Odpowiadam drżącym głosem, po czym odwracam się i ruszam szybkim krokiem w głąb lasu. Nie uchodzę nawet kilometra, a już słyszę za sobą odgłos łap, odbijanych od podłoża. Do tego dochodzi również wycie wściekłych wilków. Przerażona zaczynam uciekać, najszybciej jak mogę. Przeskakuję konary drzew, oraz unikam niskie gałęzie. W pewnym momencie słyszę, jak moje byłe stado zaprzestaje pościgu. Przynajmniej na pewien czas. Jednak ja dalej biegnę, chcę być jak najdalej od nich. W końcu znowu słyszę wściekły skowyt, który dobiega ze wszystkich stron. Otoczyli mnie. – Myślę z przerażeniem, jeszcze przyspieszając. Nagle zatrzymuję się i wdrapuję się na drzewo. Wilki stracą trop. Skaczę z gałęzi na gałąź, niczym wiewiórka. Jednak los chce, żebym natrafiła na suchą gałąź. Z głośnym trzaskiem łamie się, a ja spadam na ziemię. Czuję pulsujący ból w ramieniu, oraz ciepłą ciecz spływającą po mojej nodze. Patrzę na nią. Wbił się w nią kawałek drewna. Z sykiem wyjmuję go i próbuję dalej iść, jednak nie daję rady. Czuję, że zaraz zemdleję, a przed oczami mam ciemne plamy. Opieram się o jakieś drzewo, powoli się osuwam na piach. Oddycham głęboko, zamykam oczy. Słyszę watahę, która zbliża się do mnie. Próbuję wstać, lecz nie daję rady. Upadam głucho na suche liście.
Budzi mnie mocne uderzanie wielkiej, brudnej wilczej łapy. Moje dotąd zdrowe ramię pokrywa teraz błoto, a z czterech cienkich nacięć płyną krople krwi. Otwieram szeroko oczy. Widzę mojego ojca, lecz to nie on mnie uderzył. To Keer. Mój przybrany brat.
- Keer…Dlaczego?..- Szepczę słabo, próbując wstać. Jestem na siebie wściekła, gdy zauważam, że nie mogę. Noga nadal boli, lecz nie cieknie z niej już krew. Przynajmniej nie tak dużo jak przedtem. Rozglądam się i widzę, że zostałam otoczona. Nie mam drogi ucieczki. Przegrałam.
- Madelein. Nie przeciągaj struny. Wiesz, jak to się skończy.– Warczy groźnie, obnażając kły. - Ojcze?
- Czyń swoją powinność. – Słyszę głos przywódcy. Patrzę na niego, a on odwraca wzrok i odchodzi. Jedyny wilk, który nie patrzy na mnie wrogo, to Desmond. Był moim przyjacielem, lecz teraz już nic nie może zrobić w mojej obronie. Jego również zawiodłam. Tak, jak całą resztę.
Podchodzi do mnie brat. Minę ma wyniosłą, dumną. Od zawsze wiedziałam, że człowiek w świecie lasu jest pomyłką. Cholerną pomyłką. Keer warczy gardłowo, a ja już wiem co stanie się za około minutę. Moje życie przebiega mi przed oczyma: Noworodek porzucony w lesie, Wilk który je odnajduje, Dziecko wychowuje się w lesie, Ono Rośnie, Ma 12,13,14,15 lat. Aż w końcu 16 i 17. Teraz stoję ze śmiercią twarzą w twarz i chodź wiem, że skończę swój żywot, cieszę się z tego. W końcu postawiłam się sforze. Brat kroczy ku mnie a ja nadal się nie ruszam. Jednym, silnym uderzeniem upadam na ziemię, a w kolejnej sekundzie ktoś wbija mi się w gardło. Dotychczasową ciszę rozrywa mój krzyk, który niesie się echem jeszcze długi czas…
Fajnie sie czyta:3
OdpowiedzUsuńPodziwiam cię za pisanie w czasie teraźniejszym, ja się nigdy nie mogę przemóc xd Podoba mi się, więc czekam na więcej ;)
OdpowiedzUsuń